Dolina Felli

Rzeka Fella położona jest w północno-wschodnich Włoszech, w okolicy miasta Tarvisio. Jej głęboko wcięta dolina rozdziela dwa rozległe pasma górskie: Alpy Julijskie i Alpy Karnickie. Biegnie tam uczęszczany szlak komunikacyjny prowadzący przez Alpy z Austrii do wschodniej części Włoch. To tamtędy podróżujemy najczęściej, kierując się do Wenecji. Pędząc autostradą poprowadzoną przez tunele i estakady, mijamy malownicze urwiska porośnięte sosnami. Kiedy dobrze się przypatrzeć, od czasu do czasu pomiędzy skalnymi ścianami można dostrzec wodospady. To właśnie tam.

Kanioningowcy nazywają ten rejon Karnisze (od niemieckiej wymowy Alp Karnickich), albo Chiusaforte (od nazwy miejscowości w dolinie). Jeśli szukamy kanioningowego raju, położonego jak najbliżej od domu, to to miejsce jako pierwsze przychodzi mi na myśl. Oczywiście, po drodze jest jeszcze Austria ze swoimi zimnymi strumieniami o trudnych i długich nazwach. Ale to jednak zupełnie inna jakość. W Karniszach jest więcej słońca, woda jest mniej zimna, a kawa w barach kosztuje znacznie taniej.

Chiusaforte i rzeka Fella widziane z podejścia do kanionu Brussine

To określenie „najbliżej domu” wcale nie jest takie oczywiste, bo do Chiusaforte od przejścia granicznego w Chałupkach jest 730 km. Ale jeżeli całą drogę pokonamy w nocy, to następnego dnia, po krótkim odpoczynku, mamy jeszcze wystarczająco dużo czasu i energii by udać się do jakiegoś kanionu. Podejścia nie są długie, a chłodna woda i emocje szybko przegania zmęczenie po nieprzespanej nocy.

Sama dolina jest mocno zidustralizowana. Dominującym elementem krajobrazu są autostradowe i kolejowe wiadukty. Ale wychodząc w góry zostawiamy za sobą komunikacyjny szum. Wędrując przez sosnowe lasy mamy szanse dotrzeć do miejsc pięknych i niemal bezludnych.

Baseny w kanionie Cuestis

Natomiast same kaniony to naprawdę sama frajda. Urzeka  w nich czysta woda, zabarwiona szmaragdowo na tle wapiennej skały. Przejścia są raczej niedługie, ale intensywne, z dużym nagromadzeniem atrakcji i trudności. Skacze się sporo, choć częste są skoki na płytką wodę. Tobogany bywają… nieoczywiste. Zdarzają się techniczne zjazdy, z poręczowaniem dojść do głównego stanowiska i  ze stanowiskami pośrednimi. Ze względu na wertykalne rozwinięcie większości kanionów, wymagane jest dobre opanowanie technik zjazdowych. Myślę, że trudności techniczne, to tak o stopień wyżej, w porównaniu do popularnych rejonów jak: Garda, Alpy Nadmorskie czy Rodan-Alpy.

Pierwszy zjazd w kanionie Frondizzon

Jeśli chodzi o zagrożenie wodne, to w sezonie czerwiec – wrzesień przepływy są umiarkowane i małe, więc poza epizodami ulewnych deszczy, nie ma większego zagrożenia.

Kanionów bez podejść jest w tym rejonie niewiele, więc trzeba się przygotować na znój. Osobiście uważam, że godzina marszu w górach to świetna rozgrzewka przed kanionem, więc te karnickie podejścia bardzo lubię. Zajmują od godziny do dwóch. Niektóre z nich są miejscami bardzo urokliwe i wiodą wąskimi ścieżkami nad urwiskami dolin (np. Simon lub Cuestis). Kilka lat temu, dzięki włoskiej federacji kanioningowej kaniony zostały wyposażone w komplety dobrych punktów zjazdowych, a drogi podejściowe oznakowane niebieską kropką na białym tle. Mimo oznaczenia, posiadanie opisu dojścia (np z descente-canyon) bardzo ułatwia życie.

Podejście do Rio Simon

Jest niestety jeden minus tych spacerów… Jest nim plaga kleszczy. Szczególnie w dolinach Simona i Tralby każdy przystanek na odpoczynek powoduje że na piechura rzuca się po kilka osobników naraz. Każde siadanie na trawie jest błędem, a przed założeniem pianki warto się dokładnie obejrzeć. Ale i tak, mimo zachowywania wszelkich środków ostrożności, pęseta staje się narzędziem niezbędnym w wyposażeniu wyprawowym. Więc jeżeli wybierasz się w ten rejon, musisz  pogodzić się z myślą, że będziesz jej używać.

Cholera! A tu są jeszcze dwa!

Poniżej znajduje się subiektywny opis kilku najważniejszych klasyków doliny Felli. Jak zawsze, opisy nie zawierają informacji technicznych. Uważam, że nie ma sensu dublować informacji zamieszczonych na stronach, które się w tym specjalizują.

Rio Simon

Jest to moja ulubiona wycieczka w Alpach Karnickich, bo zawiera atrakcyjne, niedługie podejście i świetny, przygodowy kanioning w przepięknej scenerii. Kanion składa się z dwóch odcinków, przy czym dolny jest atrakcyjniejszy i znacznie częściej odwiedzany.

Dolny Rio Simon. Trzeci wodospad.

Długo wydawało mi się, że dolny Simon jest kanionem łatwym. Że robi się go bez pośpiechu w dwie godziny, przynajmniej połowę zjazdów omija się skokami i praktycznie nie ma w nim trudnych miejsc. Myślałem tak do czasu, aż wybrałem się tam z grupą początkujących kanioningowców. Nie wszystko okazało się takie oczywiste. Czas wydłużył nam się dwukrotnie, a zjazdy i skoki wcale nie okazały się tak banalne.

Dolny Rio Simon.

W rzeczywistości Simon jest całkiem wymagający. Bo te skoki są w większości na płytką wodę. (Czasem nawet wydaje się, że na zbyt płytką, ale żwirek na dnie ratuje kostki.) Przeszkód w kanionie jest całkiem sporo, poręczowanie nie jest banalne, a brak wyjść awaryjnych sprawia, że należy do jego przejścia podchodzić poważnie.

C30. Najwyższy zjazd w Rio Simon

Dolna część Rio Simon zawiera najpiękniejsze, zamknięte fragmenty kanionu, a droga dojściowa zajmuje tam tylko godzinę. Przejście tego odcinka sprawnemu zespołowi zajmuje 2-3 godziny. Z tego względu jest to jeden z popularniejszych celów kanioningowych w rejonie.

Górna część nieco ustępuje pod względem atrakcyjności, jest to jednak wciąż ciekawy kanion o kilku urokliwych miejscach i wodospadach. Na dojście trzeba jednak zarezerwować minimum 2 godziny. Przejście integralne zajmuje jakieś 4-6 godzin.

Wodospad w górnym Rio Simon

Rio Cuestis

Przymierzałem się do tego przejścia kilka lat. Nie dlatego, że wydawał się za trudny (chociaż Cuestis jest uważany za najtrudniejszy wertykalny kanion w okolicy), ale dlatego, że zazwyczaj nie było w nim wody. Ostatnia kaskada jest widoczna z drogi dojazdowej do Rio Simon i za każdym razem, kiedy tamtędy przejeżdżaliśmy była sucha. Nareszcie, w czerwcu 2019 roku na ścianie pojawił się wodospad. Nie było się nad czym zastanawiać, ruszyliśmy najszybciej jak to było możliwe.

Rzadki widok: woda w Cuestis.

Dolina Cuestis wycięta jest w tym samym masywie co Rio Simon, leży kilkaset metrów na wschód od niego. Podejście zajmuje godzinę i prowadzi turystycznym szlakiem od mostu na Simon.

W górnej części kanion nie wyróżnia się niczym szczególnym. To mała leśna rzeczka z kilkoma niewysokimi wodospadami i niezbyt głębokimi misami ze szmaragdową wodą. Dopiero po godzinie marszu zaczyna nabierać charakteru, a z każdym pokonanym progiem staje się coraz ciekawiej.

Basen w Cuestis, a w tle autostrada do Wenecji

Zaczyna się wąski ciąg wodospadów, porozdzielanych pięknymi, słonecznymi basenami. W tle rozpościera się rozległy widok na dolinę Felli. Miejsce jest urocze do momentu, kiedy zatrzymujemy się na krawędzi ostatniej kaskady. Dalej też jest pięknie ale też trochę strasznie. To siedemdziesięciometrowy wodospad. Mając taką przestrzeń pod sobą prawie nikt nie powie, że taka wysokość nie robi na nim wrażenia. Początkowo zjeżdżamy 20 metrów stromą rynną, aż do stanowiska pośredniego, które znajduje się pod okapem. I dalej, kolejne 50 metrów aż do podstawy.

Początek kaskady 70m

Kaskada w pełnej okazałości

I to mógłby być już zupełnie satysfakcjonujący finał tej wycieczki. Ale to jeszcze nie koniec. Po krótkim marszu przez las stajemy na krawędzi kolejnego urwiska. Tym razem to 55 metrowy zjazd z wysuniętego stanowiska wiszącego. I dopiero ten wydaje się imponujący! Zjeżdżamy przez fale deszczu, prosto w tęczę.

Początek zjazdu 55 m

Zjazd 55m

Rio Tralba

Mówią, że to taki Rio Simon w miniaturze… Jest coś w tym, bo to ten sam górski masyw i podobne nagromadzenie przeszkód, trudności i atrakcji. Jednak charakter przejścia jest nieco inny.

Pierwszy skok w Rio Tralba

Tralba jest zróżnicowana w swoim charakterze. Zaczyna się od razu mocno, ośmiometrowym skokiem do ponurej studni, zaraz potem jest tobogan z nieoczywistym startem, a potem wędrówka wodnymi galeriami aż do pięknego, wysokiego wodospadu. Ta pierwsza część jest szczególnie atrakcyjna. Sporo tu niewysokich skoków do pięknych, wymytych mis, kanion jest głęboki, wąski i zamknięty.

Śliski skok w Rio Tralba

Dalej charakter się zmienia. Dolina staje się szersza i szukamy drogi w labiryncie kamiennych bloków. Kilkunastu minutach nieco uciążliwego marszu, Tralba wpada do rzeki Alba. Od tego miejsca zaczyna się szersza, łagodnie opadająca dolina. Rzeka tworzy po drodze kilka niewysokich wodospadów i głębokich basenów, do których można bezpiecznie poskakać. Szczególnie atrakcyjny jest przełom z dwoma kaskadami, rozdzielonymi basenem. Oba wodospady można pokonać skokami, choć w przypadku drugiego, na pierwszy rzut oka wydaje się to wątpliwe.  Można też wykonać zjazd omijający trudności wodne.

Najciekawszy przełom na rzece Alba.

Pod względem trudności Tralba jest porównywalna z Rio Simon. Kanion nie posiada wyjść awaryjnych. Jest to też jedna z niewielu wycieczek, która wymaga użycia dwóch samochodów. Dojście zajmuje 2 godziny, warto więc do kanionu wybrać się wcześnie.

Rio Tralba. Tuż przed połączeniem z Rio Alba

Rio Alba

Jeden z łatwiejszych i mniej wymagających kanionów w okolicy. Alba to długa i głęboka dolina, do której wpada mniejsza Tralba. Kanion jest ładny lecz mało techniczny.  Do pokonania jest dystans 3,5 km, więc jest naprawdę dużo do chodzenia. Zaczyna się poniżej zapory, po drodze jest kilka niewielkich zjazdów i skoków w wodospadach. Najciekawszy fragment Alby znajduje się już po połączeniu z Tralbą, więc jeżeli byliście już w Tralbie, to w tym samym sezonie do Alby już nie warto.

Rio Alba

Cadramazzo

Wodospady Cadramazzo widoczne są z autostrady A23 tuż przed wjazdem do tunelu przed Chiusaforte. I to jest nasz pierwszy wodowskaz, kiedy przyjeżdżamy z Polski. Patrzymy jak duży jest przepływ i na podstawie tego od razu próbujemy szacować plany na najbliższe dni.

Wycieczka do Cadramazzo jest krótka, ale emocjonująca. To dwa duże wodospady do pokonania. Pierwszy pokonuje się w nurcie, drugi ma dwa warianty: na sucho lub w wodzie.

Dwie kaskady Cadramazzo

Patoc

Patoc mogłoby być słownikowym określeniem kanionu, w którym nie ma nic ciekawego, ale chodzi się do niego z innych względów. W tym przypadku to krótkie i wygodne podejście (30 min), szybka i łatwa akcja (1 godz) i ciekawy wariant powrotu. Po drodze są dwa lub trzy odcinki linowe. Innych atrakcji brak.

Patoc

Najciekawsza w całej wycieczce jest możliwość spłynięcia wpław Fellą od wylotu kanionu, aż do samego Chiusaforte, prawie pod parking, na którym zostawiliśmy samochód. Rzecz jasna, ta możliwość jest zarezerwowana dla odpowiedniego poziomu wody. Przy zbyt dużym jest szansa zatrzymania się dopiero w odwoju po stopniu wodnym w Campiolo.

Powrót do Chiusaforte

Brussine

Krótki ale satysfakcjonujący. Podejście zaczyna się nieco powyżej Chiusaforte. Po półgodzinnym marszu trawersującym lewe zbocze doliny Felli docieramy do koryta potoku Brussine. Radość jest jednak przedwczesna, bo czeka nas jeszcze długie i niewygodne zejście łożyskiem, aż do pierwszego wodospadu. Dopiero w tym miejscu zakładamy pianki. Kanion zaczyna się od skoku, a dalej ani przez chwilę nie jest nudno. A przy tym jest bardzo ładnie. Słoneczne, urokliwe baseny ze szmaragdową wodą, wodospady.

Brussine

Ostatni zjazd to 60 metrowa, połoga kaskada,, która kończy się w dolinie Felli. Kiedyś wymagała użycia 60m liny, ale kilka lat temu, po 20 metrach zamontowano stanowisko pośrednie. To zdecydowanie ułatwiło i przyspieszyło zjazd.

Ostatnia kaskada jest widoczna z Chiusaforte, co pozwala łatwo ocenić poziom wody.

Kaskada 60 m

Favarinis

Kanion jest tak mało interesujący, że Włosi chodzą do niego nocą. To oczywiście żart, choć bywa czasem celem nocnych przejść.

Jest to stosunkowo krótki, bo możliwy do pokonania w 2 godziny, wertykalny kanion. Pozbawiony jest elementów zabawowych, ale przy stosunkowo krótkim czasie podejścia, stanowi atrakcyjny cel na szybkie kanioningowe wyjście.

 

Wylot kanionu Favarinis

W dobrych warunkach u wylotu tworzy się przyjemne kąpielisko. Można stamtąd bez trudności podejść pod ostatni 50-metrowy wodospad.

50-tka w Favarinis

Rio Lavarie

Mój ulubiony kanion na ostatni dzień wyjazdu. Jedyny w rejonie „car to car”, gdzie w piankę ubieramy się przy samochodzie, a z kanionu wychodzimy na dolny parking. To dwie godziny pięknego, zamkniętego kanionu, z efektownymi, dużymi zjazdami. Skoków, poza jednym, tu nie ma, ale widoki w pełni rekompensują ten brak. Najbardziej efektowne miejsce to długi, zjazd w iście jaskiniowej scenerii, aż na krawędź wielkiego okna.

Przedostatnia kaskada 50m

Potem już tylko ostatni zjazd i można ruszać do domu …

Lavarie. Ostatni wodospad, 30m

Ten opis kilku kanionów nie wyczerpuje  potencjału rejonu Alp Karnickich. Poza doliną Felli w okolicy jest jeszcze sporo interesujących obiektów, podobnych w charakterze i nie mniej interesujących. Długi weekend czy tydzień – każdy czas jest warty by go spędzić w Alpach Karnickich. Miejmy nadzieję, że nadchodzący sezon będzie bardziej łaskawy i znów będzie nam dane wypić espresso przed kanionem w Chiusaforte.

 


Tekst: Grzegorz Badurski

Zdjęcia: Grzegorz Badurski, Monika Badurska


 

Dodaj komentarz